środa, 7 lipca 2021

Grimm

"Skórę bestii znaczyli jej rodzaju piętnem. I każda którą ujrzeli ginęła z ich ręki."


ALEXIE NERVA KERSHAW

Rasa: Grimm
Wiek: 19 lat
Data urodzenia: 12 lipiec
Data śmierci:2 maja(8 lat), 29 września(13 lat), 4 stycznia(15 lat)
Rodzina:Ojciec John, matka Kelly, brat bliźniak Jack


KOMPETENCJE:

|wyszkolony łowca || kilkanaście fałszywych tożsamości || wiele kryjówek || poszukiwany w kilku stanach || ucieczka z więzienia || (najmłodszy) pacjent szpitala psychiatrycznego || posiadacz 2/7 grimmowych kluczy |zna staroniemiecki, hiszpański, portugalski, łacinę, a także poniekąd hebrajski || niesamowicie silna wola || talent artystyczny || fotograficzna pamieć || szybko się uczy || nadludzkie zdolności || krew jako ofensywna broń ||  wskrzeszony przez demona, za duszę ojca || zawarł umowę ze żniwiarzem o własną duszę, ale później go zabił, nim ten go zabrał || "znajomy" wyciągnął jego duszę z Czyśćca i wskrzesił po raz kolejny || stracił wzrok na dwa tygodnie przez Jannamuru Xunte i jego robaczki ślepoty niemal stracił oczy || Cracher-Mortel oprowadził go do stanu podobnego do syndromu Łazarza. Zaś tetrodo-toksyna w jego ślinie wywołała silny atak szału, którego (w odwrotności do ludzi) wesen nie mógł kontrolować ani wydawać poleceń i ostatecznie zastał zabity przez swojego "zombiaka" || szanuje El Cucuy ze względu na pożyteczność || Miał do czynienia z Dziwką (Nierządnicą Babilońską) głoszącą fałszywe proroctwo || treningi fizyczne i strzelectwo ||


APARYCJA:

blondyn || szkarłatne oczy || 178 cm wzrostu niepohamowanego wojownika || dość przystojny || zadbany || blizna po pazurach na przedramieniu || blizna po postrzale na piersi, poniżej serca || zgrabność tancerza || zabójcze spojrzenie || uśmieszek na twarzy || szczupły i muskularny || lekka opalenizna || skórzana kurtka || zegarek ojca || wygodne, wysoko wiązane buty || różne przebrania gdy musi się pod kogoś podszywać || ciemne spodnie lub moro || koszule i podkoszulki || lubi duże kaptury - czuje się jak assassin || amulet na szyi || tatuaż ochrony przed opętaniem na piersi || cichy krok || pewna siebie postawa buntownika || dołeczek w prawym policzku || leworęczny || poprzez rozbudowane zmysły, dostrzega prawdziwą formę wesenów (chodź nie od razu) || weseny rozpoznają w nim grimma w tym samym czasie jak on ich, gdy spojrzą w jego oczy || wesen w prawdziwej formie widzi w jego oczach "nieskończoną ciemność"


CHARAKTER:
w dupie ma swoją reputację || "Nie ufam komuś kogo nie mogę zaraz zabić" || ceni sobie swoją wolność || decyduje sam o sobie || bywa trudny do zniesienia || bezinteresownie pomaga innym, często za to obrywając || nie pozwoli sobą pomiatać || jego definicja wariactwa jest dość elastyczna || ostrożny w pracy i na co dzień || nie zbyt gościnny, chyba że się ciebie spodziewa || sprytny kombinator || wybiera najbardziej korzystne rozwiązania || cichy || słowny || inteligentny || stanowczy || spostrzegawczy || bezwzględny, nie zawaha się zabić || podejrzliwy || odpowiedzialny, chociaż tego nie widać || konsekwentny || życzliwy mimo wszystko || odważny || wytrwały w dążeniu do celu || uparty || niekiedy porywczy || wrażliwy chodź rzadko || destrukcyjny || szalone i samobójcze pomysły, ale skuteczne || irracjonalny gdy kogoś chroni || bezpieczeństwo cywili przed wszystkim || wyrozumiały || unika emocjonalnej bliskości || dobry kontakt z kobietami || bywa zabawny || nie ma zamiaru spełniać czyichś oczekiwań || 


HISTORIA:

AKTA UTAJNIONE...


Skłonności:

Zawsze ma broń przy sobie || osobisty uraz do Leprechaunów (przeklęte krasnale) || nie cierpi mrówek, te małe cholery przerażają go liczebnością || nie przepada za owocami morza ||


sobota, 16 września 2017

Część I

Carewicz Travis Harvelle, łowca, odetchnął głęboko przeczesując - już zbyt długie jego zdaniem - srebrne włosy. Dziś je obetnie - zdecydował. Nalał sobie szklankę wody w kuchni pełnej zimnego metalu o odcieniu nie wiele różniącym się od jego kudłów i oparł się o blat. Białe kafelki odbijały światło lamp żarowych. W ogóle było tu jakoś zimno... Niby te wszystkie czary, zabezpieczenia i systemy zapewniały wszystko do życia, jednak chłopak zapragnął otulić się jakimś ciepłym kocykiem. Był boso w białej podkoszulce i spodenkach. Bunkier znajdował się po części pod ziemią czemu można było zawdzięczać ten chłód. Gdyby nie musiał nie opuszczałby przytulnego kątka w swoim pokoju. Bystre błękitne oczy penetrujące pomieszczenie dostrzegły coś przypadkiem przy nóżce stołu i tam się zatrzymały. Odepchnął się lekko i niewiele myśląc schylił się po kawałek plastiku. Podniósł dowód z czarno-białym zdjęciem Nadii Davo przyglądając się mu uważnie. Każdy na zdjęciu wygląda zazwyczaj jak pasztet. On na przykład wyszedł jak dziecięcy pedofil... Dziewczyna zaś no... Nie wyglądała, aż tak źle. Nie mógł też jednakowoż powiedzieć, że to zdjęcie roku. Musi zwrócić dowód właścicielce. Pewnie zgubiła go przekopując torbę, albo trzymała w kieszeni, albo jeszcze coś innego. Kobiety. Wiecznie czegoś zapomną, coś zgubią, a przez ich zmienne humorki i nieodgadnione myśli o szybkości pocisku, serce może stanąć. Chociaż nie miał co narzekać. Nadia była dobrą współlokatorką i często zastanawiał się jak ona wytrzymuje w tym domu wariatów. Jedno spojrzenie na dane: narodowość, datę urodzenia. Zamarł. Chwila... Który dzisiaj? Kalendarz wisiał zaraz przy drzwiach. Bywały chwile że zapominało się jaki dzień i miesiąc. Jest bardzo czasowym człowiekiem. Cholera jasna! Nie odda jej tego dowodu. Nie dziś. No może ewentualnie jutro. Nie wiele myśląc poszedł do Jo. Otworzył drzwi nawet nie pukając i wsadził łeb przez szczelinę. Dziewczyna siedząc do niego tyłem w za dużym T-shircie i spodenkach, aktualnie robiła porządki w szafie. Bliźniak trochę się zdziwił, w końcu była już ciemna noc. Kto normalny grubo po 22 składa szmaty? Jedna z par brudnych skarpetek trafiła na jego twarz.
- Fuj! - skrzywił się i odrzucił je z obrzydzeniem. - Uważaj gdzie rzucasz! - syknął.
Położyła się na podłodze by móc na niego spojrzeć i uśmiechnęła się złośliwie.
- Nie martw się nie mam tak śmierdzących gir jak ty.
Travis przewrócił oczami. 
- Podrzucę ci kiedyś swoje, może szybciej uśniesz. - rzucił równie złośliwie. - Chodź. Kod czerwony! 
Zmarszczyła brwi otwierając usta, ale nim zdążyła zapytać o co mu dokładnie chodziło, ten już zniknął na korytarzu. Blondynie naprawdę nie chciało się za nim latać, jednak nigdy nie widziała go tak... podekscytowanego? Nie wiedziała jak to nazwać... Tak jakby wizja najbliższej przyszłości sprawiała mu niemalże radość. Przeturlała się na brzuch i na kolanach dotarła do drzwi. Dostrzegła tylko jak Tav znika w pokoju starszego brata. Zaciekawiona czemu wznieca takie zamieszanie wstała z klęczek i poszła w jego ślady. Gdy tylko weszła do skromnego pokoju, dębowe drzwi zamknęły się za nią z trzaskiem nim zdążyła spostrzec. Ash pół leżał rozwalony na łóżku, z laptopem tuż obok i dużymi słuchawkami sony na uszach. W dresach i jak zwykle miał w zwyczaju bez koszulki, nie wyglądał na zainteresowanego ich obecnością. Jedynie na nich spojrzał, i machnął dłonią jakby odganiał irytujące muchy - "Idźcie sobie w cholerę.". Bliźnięta spojrzały na siebie porozumiewawczo. Jedno trzasnęło mu przed nosem laptopa, a drugie ściągnęło słuchawki.
- Ej! - warknął niezadowolony.
Odłożyli sprzęt daleko na biurko. Travis położył sobie palec na ustach.
- Ciiichooo. Sprawa jest.
Ash obdarzył ich poirytowanym spojrzeniem i poprawił się na posłaniu, zakładając ręce na piersi.
- Oby to było ważne, bo zatłukę was oboje.
Szczyle jak to nazywał ich starszy, dosiedli się. Widać było , że Jo sama nie wie o co dokładnie chodzi. Siwowłosy nie lubił mówić niczego kilkanaście razy. Słów używał oszczędnie z rozwagą, nawet jeśli często musiał mówić aż za dużo. Czarnowłosy wiedział, że z byle pierdołą raczej się tu nie wybrał.
- Nadia ma jutro urodziny. Przydałoby się coś dla niej zorganizować, no wiecie... pierwsze urodziny w ekipie, to że my swoich nie obchodzimy hucznie, to moglibyśmy chociaż coś dla niej przygotować.
Jo klasnęła w dłonie. Uwielbiała organizować takie rzeczy. Z resztą Travis również. Ash przegryzł wargę, usiadł bardziej poprawnie, zainteresowany tematem. Trochę późno się o tym dowiedzieli, jutro by się już rano coś przydało...
- Dobra. - powiedział zdeterminowany. - Musimy to zrobić tak by się nie zorientowała. Sami nie damy rady. Ekipa to przecież nie tylko nasza trójka. Ściągnę Augusta i Remiela. Wezwę również Balthazara. Nie jest w ekipie, ale powinien tu być. Będziemy zachowywać się naturalnie. Gdy jedno jest z Nadią, drugie pracuje. Pomyślcie jakie prezenty możemy kupić.
Skinęli głowami. Travis cieszył się że obojętny na życie Ash, przynajmniej teraz wykazał się inwencją twórczą.
- Dobra. Jutro musimy się nieźle uwinąć. O świcie u Jo, omówimy wszystko. - Kolejne przytaknięcie. - A teraz wynocha mi z pokoju, zanim was stąd wykopię!
Wręcz wypadli na korytarz, zaczepiając się o siebie nawzajem.
- Co za brutal. - fuknęła dziewczyna, przytrzymując się ściany.
Rozeszli się do pokojów, a w ich głowach rodziły się pomysły na jutrzejszy dzień. Największą rozkminę mieli nad prezentami.
~~~~~~~~~~~~
Poranne spotkanie przebiegło sprawnie i pomyślnie. Burza mózgów przyniosła efekty. Każdy znał swoje zadanie. Zachowywali się tak jakby nic nigdy nie miało miejsca. Zwykły, nudny dzień. Nadia weszła do pomieszczenia zastając ten sam widok po prawie zawsze rano. Chyba przyzwyczaiła się do późnych godzin snu i jeszcze wcześniejszych pobudek. Dla łowcy to był już dawno wymuszony nawyk. Ash siedząc z kubkiem kawy czarnej niczym jego własna dusza, przyglądał się jej z pod przymkniętych powiek błyszczącymi oczami. Wyglądała na jakąś taką... albo była zmęczona albo smutną z szopą jeszcze nie uczesanych włosów. Czyżby urodziny nie kojarzyły jej się z niczym miłym? - przeszło mu przez myśl. Może w miarę da się ją rozweselić... W końcu nie jest takim ponurakiem. Kojarzyła mu się wręcz z szaloną, wesołą sikorką. Dlaczego? Nie miał pojęcia.
- Miałem cie dziś pomęczyć, ale Tav się uczepił, że masz za mało rzeczy i trzeba cię zaopatrzyć. Nie będę się z tym kłócił. - wzruszył ramionami dość obojętny i wrócił do czytania gazety.
W tym czasie kilka pokoi dalej... w ogóle na drugim końcu bunkra dwa anioły i dwóch łowców już się uwijało się z tym co trzeba. Damphir miał dołączyć później. Już był w drodze do bunkra, a jego podróż miał zająć mu dobre kilka godzin, jak nie pół dnia. Zaraz jasnowłosy z zaplecza, wyskoczy na scenę, gdzie zajmie się dziewczyną, a jego miejsce zajmie Ash. Tak też było.
Ostrzeżona Nadia zdążyła się przebrać i własnie kończyła liche śniadanie.
- Zbieramy się. - powiedział młodszy brat gdy wkroczył wręcz tanecznym krokiem do jadalni.
- Jeszcze tylko pójdę do łazienki. - powiedziała wstając.
- Będę czekał w aucie. - oznajmił z uśmiechem.
Posmarował sobie kromkę tostowego chleba dżemem. Uwielbiał tosty. Ciekawe czy gdyby ścięła te włosy to miała by afro... - pomyślał biorąc kolejne kęsy. Był ubrany w ciemną koszulę rozpiętą pod szyją i czarne spodnie. Rękawy były podtoczone do łokci, a na głowie spoczywały przeciwsłoneczne okulary. Uśmiech upewniał że ma bardzo dobry humor. Miał nadzieję że tym dobrym humorem zarazi również Nadię. Będzie takim małym akumulatorkiem. Wymienił kilka słów z kawoszem, nim zjadł kanapkę. Wziął jeszcze jedną pustą kromeczkę i poszedł do garażu. Dziś pojadą na przejażdżkę jego czerwonym lamborghini. Kochał to auto, ale było wysoce nieużyteczne dla łowcy. Jednak te było po tuningu i miało swoje oryginalne parametry. Bo po o mu auto, którym nie wyjedzie z garażu? W końcu bunkier był w lasie, a do niego prowadziła leśna wysypana żwirem droga. tak więc powstał nieco wyższy niż jego opatentowana wersja. Bardziej przemyślany, wedle gustu właściciela. Huracan, którego pieszczotliwie nazywał Huraganem był nowy i zadbany jeszcze bardziej niż ashowy ogier. Używany niezwykle rzadko, gdy była ku temu okazja. Tak jak dziś. Mustang sobie stał, a piękna maszyna mogła w końcu zaszaleć. Travis uwielbiał jej wygodę, ale i szybkość oraz płynność z jaką się nią jechało. Gdy Nadia zeszła do podziemnego parkingu powitał ją siedząc już za kierownicą z kromką w ustach
- Tu jestem!- powiedział przytłumionym głosem, machając do niej.
Wysiadł i otworzył jej drzwi do góry z drugiej strony.
- Zapraszam madmłazel.
Delikatnie je zamknął jakby nie chciał uszkodzić i przejeżdżając bokem przez maskę, znalazł się z powrotem po stronie kierowcy. Już dojadł tosta i zatopił się w miękkim siedzeniu. Złapał kierownicę i przekręcił klucz w stacyjce. Rozległ się pomruk silnika.
- Słyszysz ten dźwięk? - zapytał z uśmiechem. - To dźwięk zwycięstwa i wolności.
Nadia zapięła pasy.
- Jeśli potrzebujesz zostać z nim jeszcze sam na sam to daj znać. - zapytała z rozbawieniem.
Zaśmiał się szybko ruszając. Nasunął okulary przeciwsłoneczne na nos i pognali gładko w stronę miasta. Jechał szybko. Ponad sto na godzinę, robiąc drifty na każdym ostrym zakręcie. Droga była długa. Komu by się chciało ślamazarzyć? Wyprzedzał każdy samochód jaki tylko się natknął.
Pojechali do centrum handlowego. Zwinnie zaparkował przed ogromnym budynkiem.
- Skąd ten zakupowy pomysł? - zapytała nagle.
Spojrzał na nią znad czarnych szkieł. Zniewalający uśmiech nie schodził mu z twarzy. To był ten rodzaj uśmiechu za który większość kobiet dała by się pokroić.
- Bo mam dobry humor i czas. - posłał jej perskie oko.
Wysiadł i ściągnął okulary patrząc na ulicę.
Kolejne dobre kilka godzin wybierali ciuchy. Chodzili ogromnymi korytarzami, mijając błyszczące szyldy. Miało jakieś trzy pietra w górę. Duużo chodzenia i wewnętrzna radość, że schody są ruchome. Zaczęli zakupowy szał. Doradzali sobie nawzajem, przebierali i oceniali swój wygląd niczym w Top model. Pozowali i oceniali w skali od "kartofla do zakebistej laski/ciacha". Oboje mieli niezły ubaw. Travis komentował dzisiejszą modę. Widząc nie tak stare odcinki programu stwierdził, że zaczyna wątpić w ludzkość. Nie wyobraża sobie chodzić w foliowych spodniach, albo widzieć jak kobiety nakładają sukienkę na sweter i to ma być piękne. Sądził że już dawno co wszyscy styliści potracili głowy. Później zaczął jej śpiewać piosenkę Jimmy'ego James'a - Fashionista.
- Fashionista, how do you look? Fashionista, how do you look? Sean John, Calvin Klein. Donna Karan's fashion line. Valentino, YSL. Ferragamo and Chanel. - pośpiewał, robiąc różne gesty w jej takt i idąc w stronę następnego sklepu.
Nagle się zatrzymał dostrzegając coś ciekawego.
- Patrz tam! - powiedział entuzjastycznie i pokazał palcem. - Widzisz to? Idziemy kupić ci sukienkę.
Już ja tam ciągnął. Nadia chciała się odezwać, ale jej nie pozwolił.
-  Nic nie mów. Wiem, że jestem gorszy niż baba, dlatego Ash nie chodzi ze mną na zakupy.
Słaby protest został stłumiony, a oni wylądowali w sklepie. Jakże by można było mu odmówić? W ekspresowym tempie znalazła się przy nich ekspedientka. Jasnowłosy od razu podjął z nią rozmowę.
- Coś ładnego, dla tej ładnej pani.
Pokazał w stronę dziewczyny. Kobieta klasnęła w dłonie i odparła, że na pewno coś dla niej mają. Tav usiadł na kanapie, a ekspedientka przyniosła pięć sukien. Dwie od razu zostały odrzucone. Jedna po nałożeniu, trzecia była ładna, ale do namysłu i została ostatnia. I właśnie ta najbardziej podobała się kupującym. Dobrali do niej jeszcze buty.
- Vy vyglyadite krasivo! - powiedział niemal wygwizdując. - Bierzemy ją.
Podszedł do lady, a gdy rzuciła kwotę, każdy mężczyzna prędzej by zemdlał, niżeli zapłacił. A ten bez mruknięcia wyciągnął złota kartę kredytową. Odwrócił się w stronę Nadii, która już chowała się za czerwoną kurtyna.
- Ne odevaysya! - powiedział do niej, a po chwili palna się w czoło. - Nie przebieraj się, znaczy. Proszę! - złożył ręce jak do modlitwy i oczy szczeniaczka. - Umolyayu (Błagam).
Patrzyła na niego przez chwilę zakryta do połowy zasłoną. Zielone oczy starły się z błękitem morza. Nadia przewróciła oczami, ale gdy się zgodziła ucieszył się się jak dziecko, robiąc gest ręką, uśmiechnęła się.
- Yeah!
Schował portfel, zabrał wszystkie torby od Nadii. Wyszli ze sklepu, chłopak usiadł na ławeczce, stawiając torby.
- Tobie też nogi w tyłek włażą? - zapytał, nachylając się by przepakować ubrania.
 W końcu nie miał tylnych siedzeń by wrzucić zakupy.
- Trochę. - przyznała.
Sprawnie posortował ubrania, aby z sześciu toreb i reklamówek zrobiło się dwie. Później oznajmił, że idzie do łazienki i zaraz wróci. Prawda była jednak trochę inna. Tak naprawdę poszedł do jubilerskiego. Chciał kupić jej jakiś prezent. zapolował na piękny naszyjnik który zmieniał kolor w odbici światła. Raz był jasno szary, raz niebieski, raz fioletowy, a raz zielony, w zależności jak na niego spojrzeć. Był piękny. Do tego dokupił złotą bransoletkę. Schował pudełka do kieszeni spodni. Wyciągnął telefon i napisał do Asha.
" Wszystko gotowe?"
Na odpowiedź czekał jakieś 20 sekund.
" Tak, stary. Wszyscy już są. Jo już też na wylocie."
" Przygotujcie się. Wracamy."
Wrócił do dziewczyny, przyglądając się jej.
- Możemy jechać. - powiedział z łagodnym uśmiechem. - Naprawdę ładnie wyglądasz w tej sukience.
_______________________________________________________________________________

CDN.

sobota, 29 lipca 2017

Urywek z takiej jednej...

Kulę się na łóżku. Po moich policzkach spływają słone łzy. Kolejna ostra kłótnia z matką. Tym razem naprawdę przesądziła. Znosiłam to, że nie potrafi przyznać się do błędów jakie popełnia. Okey, ale jak mogła mnie uderzyć? Spoliczkować? Za co?  Ojciec odszedł, jednak to nie moja wina. Zastanawiałam się czy czasem mnie nie nienawidzi, bo jestem do niego tak bardzo podobna. Obarcza winą, która nie leży po stronie żadnej z nas. Nie można tak się zachowywać i traktować własnej córki w ten sposób. Wiem, nie jestem idealna. Mogłabym być lepsza... Nie chcę taka być. Jestem sobą. Dlaczego mam się zmieniać dla kogoś?
Łóżko skrzypi, gdy się z niego podnoszę i podchodzę do okna. Wczoraj nad miastem przeszła burza, nadal były widoczne lekkie pozostałości po niej. Połamane gałęzie drzew, potargane liście i ziemia ubita kroplami deszczu. Lubię obserwować jak pioruny przebijają się przez niemal czarne chmury i uderzają za daleko bym mogła dokładnie się przyjrzeć ich zniszczeniom. Najlepsze w tym było świeże, rześkie powietrze, które mnie uspokaja i dodaje siły na kolejny dzień. Kładę rękę płasko na szybie. Przestałam płakać. W odbiciu widzę lekkie zaczerwienienie w miejscu gdzie dosięgła mnie ręka Reachiel. Wypuszczam głośno powietrze. Rozlega się pełne obaw "puk, puk, puk". Wiem kto stoi za drzwiami. Odwracam na chwilę głowę w tamtą stronę. Nie otwiera, czeka na pozwolenie. Nie doczeka się. Mój pokój był nieduży. W ciepłych kolorach z ciemnymi mahoniowymi meblami. Na biurku stał bukiet fioletowego i białego bzu. Ten piękny zapach będzie przypominał mi o tym miejscu. Zaciskami zęby i mocuje się przez chwilę z zamkiem okna. Udaje mi się je odblokować. Otwieram je na oścież i odchylam się przez nie. Do ziemi miałam nie wiele, bo pod moim oknem była pobudowana piwniczka i mogłam bezpiecznie zejść po jej dachu. Przekładam nogi przez parapet i zeskakuję na śliski dach, a po chwili zjechałam na trawę.  Poprawiam szarą bluzę i ruszam w stronę lasu, nie oglądając się więcej za siebie.
- Lorraine! Zaczekaj!
Nie czekam. Przestałam się łudzić. Zaczynam biec w stronę dróżki, między drzewami. Liście i patyki hałasują pod nogami. Po stu sześćdziesięciu metrach wypadłam na chodnik. Wbijam ręce w kieszenie i idę szybkim krokiem uspokajając oddech. Patrząc na nogi odzienie w jeansy i czarne adidasy o białej podeszwie, zamiast na to co się dzieje przede mną, wpadał na kogoś z impetem. Niemal upadam do tyłu, ale ów przechodzień mnie łapie.
- Em... Przepraszam.- mówię z wahaniem i odsuwam się o kilka kroków.
Czarnowłosy uśmiecha się. Jest wyższy ode mnie o głowę, a przecież nie byłam bardzo niska. Miałam metr siedemdziesiąt. Dobrze zbudowany, jakby chodził przez jakiś czas na siłownie. Ciemno brązowe oczy przyglądały mi się z zaciekawieniem.
- Nie ma sprawy. - Ma ładny głos... Oh, co ty bredzisz Nightshade? Pojęcia nie mam. - Za to, że tak na mnie bezczelnie wpadłaś, to dasz się gdzieś wyciągnąć? Albo chociaż z wdzięczności, że cię złapałem.
Unoszę brew. Nikt jeszcze nie próbował mnie nigdzie zaprosić. Byłam co najmniej zaskoczona, ale nie chciałam tego pokazać.
- A gdzie?
Pytam. Nie codziennie chłopak swoją drogą całkiem całkiem w promieniach słońca, proponuje ci gdzieś wyskoczyć. Musiał zapracować sobie na zaufanie. Ciekawe czy mu się to uda.
- Hm... Do kina. A tak w ogóle - wskazał na siebie - Eric.
Uśmiechnęłam się.
- Jestem niepełnoletnia. - zrobiłam ten sam gest - Lorriane.
Wzruszył ramionami. Najwidoczniej nie był to dla niego duży problem.
- Kupię ci bilet. Odpowiada ci jutro wieczorem?
Udałam, że się zastanawiam. To nie był zły pomysł. Dlaczego nie? Może się trochę oderwę od szarej rzeczywistości.
- No dobrze. Zgadzam się.
Odwzajemnia uśmiech, pokazując białe zęby.
- To super. Przyjadę do ciebie o osiemnastej.
- Nie wiesz gdzie mieszkam. - zauważam.
Jego uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
- Skoro... wyskoczyłaś z lasu... zgaduję, że... mieszkasz za nim.
Parsknęłam.
- Cóż za spostrzegawczość.
Nie patrzył na mnie, a w stronę z której przybyłam.
- Jeśli patrząc na tą leśną ścieżkę... zgadując, że szłaś prosto po niej i na prosto jest twój dom, to mieszkasz na St. Avery. W numerze 23 lub 24. Mam rację?
Gestykulował wskazując dłonią z wyprostowanymi palcami w stronę drzew. Spojrzał na mnie wyczekująco. Kącik ust uniósł się ku górze.
- Racja. Masz mnie.
- Odprowadzić cię?
Pokręciłam przecząco głową.
- Nie mogę wrócić do domu. - odparłam ponuro.
- Dlaczego? - zapytał marszcząc brwi.
Bo nie chcę znowu wysłuchiwać narzekań na moją osobę? Bo mam dosyć udawania marnotrawnej córki? Nie chcę czuć się gorsza. Koniec z tym.
- Nie potrafię się dogadać z matką. Uciekłam.
Zdałam sobie sprawę, że to faktycznie prawda. Nie zamierzałam wracać tym razem. Mogę spać, byle gdzie, ale z własnej woli nie stanę przed drzwiami. Mieszkałam tu trzy tygodnie i nie miałam przyjaciół, więc nici z wybraniem się do kogoś.
- Ach, tak... - wydawało się, że mnie rozumie - Masz jakąś bazę?
Pokręciłam głową.
- Znajdę coś.
Zastanowił się przez chwilę i nagle się ożywił.
- Nad strumykiem jest chatka. Kiedyś bawiłem się tam z bratem.  Dam ci kilka koców i dzisiejszą noc prześpisz tam. Tylko tyle mogę ci teraz zaproponować. Jutro coś wymyślimy. Obiecuje.


czwartek, 4 maja 2017

Umrzyk XD


*
Tożsamość: Jethro Samuel Leivine
Wiek: 28 lat
Płeć: Mężczyzna
Funkcja:
Głos: Skillet - Monster
https://www.youtube.com/watch?v=1mjlM_RnsVE
Charakter: Poznajcie Jethro. Mężczyznę którego zawsze wyróżniała krnąbrność i niezawodna intuicja. Dalekiego do optymisty, bliższemu realiście, który nauczył się żyć w okrutnym świecie. Spostrzegawczy, potrafi uchwycić ukryte aspekty wielu spraw i spranie łączy odpowiednie fakty (chociaż czasem pali głupa). Ma dość luźne nastawienie, jeśli czymś się przejmuje, przyjmuje to z takim spokojem, że nie jest się pewnym czy w ogóle go to w ogóle interesuje. Ktoś ma kłopoty? Ludzie umierają? Napad FBI? Okey, to może chodźmy pomóc czy coś? To nie tak, ze go to nie obchodzi... Obchodzi, tylko wyraża to inaczej.
Chociaż zazwyczaj jest w miarę poważny, miewa humorki, i czasem mu odwala. Bywa, że zacznie śpiewać, bądź tańczyć przy dobrej muzyce, od tak, bo ma dobry humor. Nie zdziwił się widząc go na dachu kochanego Mustanga gdy robi sobie z nogi gitarę i śpiewa do dobrej muzyki lecącej w radiu. Rzuca żarty nieadekwatne do sytuacji, w złym miejscu i czasie (co jest tylko szczelną przykrywką do tego co naprawdę czuję). Jest łobuzerski, ma dystans do siebie, ale i do innych. Będzie cię przedrzeźniać, bo go irytujesz, albo ewentualnie nudzisz. Wpiepszy cię na minę, bo go bawi jak się tłumaczysz, ale nigdy by miał większe konsekwencje niż urażona duma.
Mistrz wymyślania kitu na poczekaniu, i robienia czegoś "na ostatnią chwilę". Nie ma akcji z której by się nie wywinął. Przecież wywinął się nawet przed sądem ostatecznym, zostając na tym ziemskim padole.
Najważniejsza jest dla niego rodzina. I ta biologiczna i ta którą sam sobie wybrał, bo rodzina to nie tylko więzy krwi. Bywa irracjonalny, gdy chce uratować kogoś na kim mu zależy, nawet jeśli to wymaga wielkiego poświęcenia.
Każdy twierdzi, że jest uroczy jak się złości i obraża. Nie odezwie się do ciebie, będzie unikał nawet patrzenia w twoją stronę. Ręce złożone na piersi i naburmuszona mina. Dzieję się tak gdy popełnisz jakąś głupotę, zaryzykujesz, a on oczywiście musi ci pomóc, bo przecież nie zostawi cię samego. Ktoś z jego przyjaciół, znajomy wpada w kłopoty? Czekaj chwilę, tylko wezmę kluczyki... i broń. 
Sammy gardzi tchórzami, bo sam lubi iść na pierwszy ogień. Odwagi mu nie brakuje, a nawet jeśli, odpycha od siebie strach. Potrzeba jest u niego matką odwagi. Lubi robić wielkie wejścia, chociaż potrafi się niezauważalnie wślizgiwać. Trzeba wyciągnąć kogoś z płonącego budynku? Ja sobie nie poradzę? Daj mi chwilę i będę z powrotem. Kto martwemu zabroni? 
Mimo tego całkiem przyjaznego usposobienia, potrafi być jednak ostry i bezkompromisowy. Lubi mieć kontrolę nad sytuacją, dla przeciwników jest bezlitosny... Ale nie zabija. Chłopak nie bierze jeńców, chyba że ma z nich korzyść. Skupia się głównie na psychicznych rozsypkach, a gdy strzela, celuje by unieszkodliwić. Przesłuchania zawsze prowadzi ostre, ludzie zaczynają się go bać. Bywa nieobliczalny gdy się wkurza i przejawia objawy destrukcyjne. Lubi się bić, kiedyś często się lał. Często z bratem dawali sobie po mordzie... Może dlatego, że oboje uważają się za skończonych idiotów.
Charakterystyczne zachowanie: Przegryza wargę gdy nad czymś myśli. Gestykulowanie podczas niektórych rozmów. Zabawa łańcuszkiem na szyi.
Cecha charakterystyczna: Prócz brązowych włosów i blado niebieskich ślepi, które zazwyczaj wydają się mieszanką zielonego, niebieskiego i szarego... posiada jeszcze osobliwe znamię między palcem wskazującym a kciukiem.
Umiejętności: "Podszept" - przynajmniej tak ją nazywa - pozwala mu na wyczucie obecności i lokalizacji potencjalnego zagrożenia, a także wewnętrznej potrzebie zrobienia uniku, gdy ktoś szykuje się na atak. Jego intuicja rozpoznaje "sojusznika" i "wroga", a także daje czas na ucieczkę, ukrycie się bądź... Wręcz przeciwnie, być krok przed "nim" i wykorzystać nawet mały element zaskoczenia. Dba o to by rozwijać ją do penetracji coraz to większych budynków.
Data urodzenia: 21 września 1987r
Data śmierci: 17 kwietnia 2015r
Bliscy:
Matka| Genevievie | Żyje
Ojciec| Rob | Brutalnie zamordowany
Brat| West | Żyje i idzie w ślady Jethro
Żona| Katherine | Sama
Dzieci| Bliźnięta : Sebastian i Odette
Druga połowa: Aktualnie brak.
Historia Przejścia: Życie Jethro od dzieciństwa nie odbiegało zbytnio od normy. Normalny dom, wymagający ojciec i troskliwa matka, z czasem (3 lata) młodszy braciszek West. Dość dobrze wspomina dzieciństwo, nawet gdy nigdy nie bywał duszą towarzystwa, a i kontakty z rodzicami były trochę ograniczone (zapracowani). Dorastając  chodził do różnych szkół (nie tylko z powodu wielu przeprowadzek, ale i jego bijatyk) i opiekował się bratem, którego praktycznie wychował. Zaczął interesować się służbami specjalnymi w wieku 10 lat i sam chciał w nich być. Po pewnym czasie żmudnej i ciężkiej pracy (a także odnowieniu kilku kontaktów), mrożonkę spełnił i został zatrudniony w Centralnym Biurze Śledczym. Jako jeden z najmłodszych i bardzo dobrze zapowiadających się policjantów odnosił nie małe sukcesy w tropieniu zbirów, a nawet w ich przyskrzynianiu. Lubił to. To był coś, do czego naprawdę  i się nadawał. Został przyjęty do specgrupy, po szczegółowym teście.
Przeżywał po drodze nie zbyt długie romanse, nigdy nie traktując ich poważnie, aż poznał tą jedyną. Na imię jej był Katherine. To był jedyny poważny związek w jego życiu. Po pięciu latach chodzenia ze sobą, wzięli ślub, a także dorobili się dwójki wspaniałych dzieci: Sebastiana i Odette. Został zabity w dzień ich narodzin. Akurat jego żona była w szpitalu gdy dostał zadanie rozbić jedną z poważnych grup. Oberwał strzałem w klatkę piersiową, od swojego partnera Bobiego. Żeby nie było... Wcale nie przypadkowo. Ostatnie słowa jakie usłyszał : "Sorry stary, game over" i "Po kłopocie". Umarł w kałuży własnej krwi, na posadzce starego hangaru...
Czy powodem jego "powrotu" mogła być niezamknięta sprawa? Miałoby to sens, prawda? Tak też uważa Jethro. Zamierza znaleźć powód własnej śmierci i przyskrzynić Bobiego, grupę i poznać powód wpakowania w niego kulki.
Waga: 78 kg
Wzrost: 1,86 m
Fundusze: 100$
Upodobania:
Ciasto i lody | Słucha głównie rocka | stare wierzenia, okultyzm i demonologia | szwendanie się tu i tam | śmieciowe jedzenie | filmy: horror, komedia, akcji | Five Night's at Freddy | sporty ekstremalne| cukierki toffi | burza | jego kochane auto zwane "Dziecinką"| dobre whisky| treningi fizyczne i strzelectwo| gra na skrzypcach, gitarze i na nerwach| Straszenie niektórych| książki horror| długo spać| dobre jedzenie| przytulać - chociaż zarzekała się żaba mułu i nigdy ci tego nie przyzna ani nie okaże |
Awersje:
Nie mów do mnie "Sammy" Tylko jedna osoba może tak mówić i nie jesteś nią ty | Kaczki - Anatidefobia (lekka) | głębokości - batofobia (lekka) | nie cierpi marionetek, w każdym tego słowa znaczeniu | nie toleruje zdrady | herbaty owocowe | tylko dotknij moją "Dziecinkę​" a zabiję ciebie, twoje dzieci i twoje wnuki| nachalności| obiecywania złotych gór| kłamstwa| tchórzy|
Pokój: nr.1
Inne: Potrafi się włamać do każdego budynku| nosi swoją srebrną obrączkę ślubną na szyi| Auto: czarny mustang 67 boss (odziedziczony po ojcu)| potrafi naśladować różne głosy (twój również), a nawet akcent |
1.|https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/a6/58/7e/a6587e76ba3813bed2520de251ee11c5.jpg
Źródło: asiasss

sobota, 11 lutego 2017

Angeles of the lord.

1.Jestem Aniołem Pana.

Znalezione obrazy dla zapytania castiel angel of the lord power tumblr gifs



2. Jego oczy, gdy pokazuje kim naprawdę jest.
Znalezione obrazy dla zapytania castiel angel of the lord power tumblr gifs

3. Nigdy nie waż się wkurzyć anioła.
Znalezione obrazy dla zapytania supernatural angel of the lord  tumblr gifs

4. Jestem zbyt silny dla ciebie.
Znalezione obrazy dla zapytania supernatural castiel tumblr gifs

5. Jestem zagubiony, jak nie zgubiony.
Podobny obraz

6. Interesujące... Co to jest? Jak to zrozumieć?
Znalezione obrazy dla zapytania supernatural castiel tumblr gifs

7. Egzorcyzmowanie demonów.
Podobny obraz

8.Nie spodziewałbym sie tego po tobie.
Znalezione obrazy dla zapytania supernatural castiel tumblr gifs

9. Tak wygląda anioł gdy umrze.
Znalezione obrazy dla zapytania supernatural angels tumblr gifs

10. Gdy jego moc do niego powraca.